Przypomina mi się jedna rozmowa w naszym domu. Siedzieliśmy z koleżanką późnym popołudniem i rozmawialiśmy o koncertach Syloe. Parę lat temu to było. Dziewczyna pracowała w dziale promocji koncertów i imprez masowych w urzędzie miasta, więc pytaliśmy co zrobić aby nasze występy docierały do jeszcze szerszej publiczności. Między innymi doszło do tematu plakatowania miasta. Usłyszeliśmy to co wiedzieliśmy w sumie od dawna. Magnesem dla publiczności okazuje się nie wielkie logo, nie szokujący tytuł, a mały znaczek patrona medialnego u dołu. I proporcjonalnie do ilości tych znaczków rośnie zainteresowanie potencjalnych odbiorców. Zaskoczeni? Pewnie nie, bo przecież sami na to zwracamy uwagę. Cała rzecz w zaufaniu i poczuciu przynależności, jak się okazuje. A taki malutki symbol może dzisiaj znakomicie zbudować pomost pomiędzy ludźmi. To nie wszystko. Przecież jest jeszcze identyfikacja z symbolem. W mojej firmie rozdawali ostatnio lśniące, metalowe broszki, do obowiązkowego noszenia i godnego reprezentowania "wartości naszej korporacji" jak to nazywano. Koniec, końców nikt ich nie nosi. Okazuje się, że wartości nie buduje się przez znaczek.
Wiele znaczą dla nas, ludzi, symbole religijne. Chrześcijanie upodobali sobie szczególnie krzyż, jako swój znak religijny. Noszono je na ubraniach i płaszczach, zawieszano na szyi, przypinano do krawata lub wpinano w klapę marynarki. Krzyże stoją dzisiaj na kościołach, na salach zborowych i cmentarzach. Mają dać poczucie zaufania, przynależności do Chrystusa, kościoła, grupy. Tak było i będzie, i tylko jedno mnie irytuje. Pamiętacie niedawną walkę o krzyże w Polskich szkołach, albo żenującą walkę przed Pałacem Prezydenckim? A co z tym, że codziennie mijam w drodze do pracy kamienicę, na której nabazgrana wisi na szubienicy gwiazda Dawida?
Taka refleksja mnie ogarnia, że każdy symbol religijny można splugawić. Spoglądam na historię powszechnego chrześcijaństwa. Były czasy, gdy widok krzyża na płaszczu napawał panicznym strachem, a nie miłością do Chrystusa. Z dumą nosili go tylko ci, co rozdawali śmierć, a nie życie wieczne. Dzisiaj krzyże zawieszają sobie zarówno mafiozi, jak i dewoci. Wierzący i niewierzący. Chrześcijanie, w których Chrystus nie mieszka, i tacy, którzy na co dzień chcą z Nim być. A ja twierdzę, że zawieszenie krzyża na szyi nie jest dla każdego. Chcesz nosić? To z pełną odpowiedzialnością. Bo to symbol męczeństwa i śmierci. Symbol twojej grzeszności i Bożej łaski. To decyzja o Twojej śmierci dla Jezusa i życia pełnego wyrzeczeń. Jesteś na to gotowy?
Niech przykładem pełnej odpowiedzialności za symbole, które nosimy, będą te zdjęcia.
Nic więcej nie napiszę.

Taka refleksja mnie ogarnia, że każdy symbol religijny można splugawić. Spoglądam na historię powszechnego chrześcijaństwa. Były czasy, gdy widok krzyża na płaszczu napawał panicznym strachem, a nie miłością do Chrystusa. Z dumą nosili go tylko ci, co rozdawali śmierć, a nie życie wieczne. Dzisiaj krzyże zawieszają sobie zarówno mafiozi, jak i dewoci. Wierzący i niewierzący. Chrześcijanie, w których Chrystus nie mieszka, i tacy, którzy na co dzień chcą z Nim być. A ja twierdzę, że zawieszenie krzyża na szyi nie jest dla każdego. Chcesz nosić? To z pełną odpowiedzialnością. Bo to symbol męczeństwa i śmierci. Symbol twojej grzeszności i Bożej łaski. To decyzja o Twojej śmierci dla Jezusa i życia pełnego wyrzeczeń. Jesteś na to gotowy?
Niech przykładem pełnej odpowiedzialności za symbole, które nosimy, będą te zdjęcia.
Nic więcej nie napiszę.